Piątek powitał nas bardzo kiepską pogodą – całą noc grzmiało i padał deszcz. Chcieliśmy złapać autobus o 7.00, ale gdy zadzwonił budzik, zaczęliśmy się zastanawiac, czy w tym deszczu w ogóle uda nam sie dostać na przystanek. Zaczęlismy się jednak zbierać, Maciek poszedł sprawdzić, czy damy radę zejść do miasteczka. Okazało się, że nie jest tak źle. Uff:) O 7.00 siedzieliśmy w busie do Sony, oczywiście podróż zajęła 2 h, bo kierowca co chwilę się zatrzymywał. W Sonie poszliśmy na śniadanie – spróbowaliśmy w końcu panamskich tortilli (w ogóle nam nie smakowały:}). To jest taka kukurydziana wersja placków ziemniaczanych, praktycznie bez smaku i ociekająca tłuszczem
. O 10.30 wyruszyliśmy do Panama City, 5 godzin bardzo się nam dłużyło. Było strasznie niewygodnie. Na szczęście to już chyba ostatnia taka długa podróz autobusem podczas tej wycieczki:}.
W Panama City wysiedliśmy na Albrook Terminal (szook! dworzec jest czysty, wielki i dobrze zorganizowany). Nie chcielismy się błąkać po mieście, ktorego nie znamy, więc złapalismy taksówkę do Casco Viejo, gdzie zakwaterowaliśmy się w Hospedaje Casco Viejo. Zapłaciliśmy 16 USD, wprawdzie w pokoju nie było prysznica, ale toleta i umywalka, owszem, była:) I wi fi:). Stwierdziliśmy, że za tą cenę mozemy korzystać z dzielonej łazenki.
Wieczorem udalo nam się jeszcze zwiedzić stare miasto – jest dosyć zaniedbane, ale niektóre budynki są odnowione i wyglądaja przepięknie. Ze starego miasta można też podziwiać panoramę innej, nowoczesnej części miasta, z wielkimi wieżowcami. Taki panamski Hong-Kong:). Trzeba przyznać, że Panama City jest jednym z najciekawszych miast w Ameryce Centralnej.
Kolację zjedliśmy w Restaurante Jonathan – słowo daję, najlepsza knajpa w mieście:) Jedzą tu wszysycy. Tanio i smacznie:) Tak to jest, jak ma się w kuchni Chińczyków:).Mniam! W drodze powrotnej do hotelu zaopatrzyliśmy się jeszcze w panamski dżin (1.3 dolara za ćwiartkę:D). Zrobilismy popcorn i do późna oglądaliśmy serial “Greek”:).
W sobotę wtsaliśmy wcześnie, poszliśmy na śniadanie do “Jonathana”, a następnie złapalismy autobus na terminal. Tutaj popytaliśmy ludzi i szybko znaleźlismy autobus jadący do Esclusas Miraflores. Taaak! W końcu zobaczyliśmy Kanał Panamski!!:) Niesamowita sprawa. Tak sie złożyło, że o 10.30 przepływał mały statek i mogliśmy dokładnie zobaczyć, jak wygląda cały proces przeprawy prez kanał. Suuuper!! Nie udało nam się jednak zobaczyć wielkiego statku…spytaliśmy w informacji, kiedy przepływają kontenerowce, tankowce i inne “giganty”. Okazało się, że od 14. Dostalismy stempel na bilecie i mogliśmy bez problemu wrócić po południu. W międzyczasie wybralismy się do zoo. Przesiedzielismy na przystanku prawie godzinę – nie jechał w tym czasie żaden autobus. Mieliśmy dość i z dwójką poznanych Norwegów złapaliśmy taksówkę.
Okazało sie, że zoo jest bardzo małe;/ Największą atrakcją jest zagrożona wymarciem Harpia wielka – wspaniały, ogromny ptak, który jest symbolem Panamy. Oprócz niej widzielismy też m.in. tapiry, jaguara, agouti, coati i małpy. Najfajniejsze były tukany:) Bardzo chetnie pozowały do zdjęć:).
Pospacerowaliśmy trochę po zoo i postanowiliśmy wracac do Miraflores. Oczywiście autobus znowu nie przyjechał. Udało nam się jednak dojechać na miejsce taksówką za 2 dolary. W końcu! Przez kanał przepływały właśnie 2 ogromne statki – konternerowiec z Malezji i gazowiec z Norwegii. My robiliśmy zdjęcia załodze, a załoga nam :}. Ok. 15.00 zbieraliśmy się do wyjścia, udało nam się nawet zlapać powrotny autobus:) Poszliśmy na kolację do naszego ulubionego baru, a potem przeszliśmy się po sklepach z pamiątkami.
W niedzielę pospalismy dłużej. Zrobiliśmy pranie, potem wydrukowalismy karty pokładowe i zjedlismy sniadanie. Słońce prażyło niemilosiernie, było okropnie gorąco. Jedyne, na co mielismy ochotę, to przesiedzieć cały dzien w jakimś chłodnym miejscu:). Pokonaliśmy jednak lenia i poszliśmy na niedzielny targ, gdzie kupilismy sobie po książce (ja Robina Cooka, Maciek – Grishama). Potem przespacerowaliśmy się Avenida Central, przy Avenida Balboa kupiliśmy hamak:) (11 dolarów, ale zapłacilismy 12, bo sprzedawczyni była wyjątkowo miła i chętnie dała nam znizkę. A niech ma dolara więcej:}). Złapaliśmy taksówkę do Multiplaza Central, bo postanowiliśmy iść do kna i przejsc się po sklepach. Oczywiście kino było zamkniete, a w sklepach nic ciekawego nie znaleźliśmy. Do domu wrócilismy promenadą. Było nieznośnie gorąco! Poszliśmy na obiad (mmm..nie ma to, jak panamskie chow mein:)). Wieczór upłynął nam pod znakiem pakowania. W końcu, po wyrzuceniu kilku rzeczy mój plecack zmalał do normalnych rozmiarów. Przed snem zafundowaliśmy sobie jeszcze porcję “Greeka”. Jutro pobudka o 5.00…