Taksówkę na lotnisko zamówiliśmy sobie na 6 rano, więc wstaliśmy o 5, zjedliśmy śniadanie i przygotowaliśmy się do podróży. O 6 poszliśmy do hallu hotelu i czekaliśmy. Przez 15 minut nasz taksówkarz się nie pojawiał, więc poszliśmy poszukać innego. 4 taksówki później znaleźliśmy jedną.
Na lotnisko jechaliśmy jakieś pół godziny. Nie jest tak daleko jak nam się wydawało. Na lotnisku od razu pokierowali nas do odpowiedniej kolejki do check-in. Trochę to trwało, bo przed nami odprawiała się drużyna młodych baseballistów.
Po przejściu przez ochronę usiedliśmy sobie w poczekalni i włączyliśmy serial, bo tak się składało, że był darmowy wifi ![]()
Lot przebiegł w sumie spokojnie, ale strasznie nam się dłużyło. To tylko 3h25m, ale nie było co robić. Dostaliśmy lunch, puścili nawet film, ale słaby: Noc w muzeum 2.
W Meksyku wylądowaliśmy przed czasem. Już się ucieszyliśmy, że wcześniej dotrzemy do hotelu, ale przywitała nas gigantyczna kolejka do kontroli paszportowej. Po jakichś 40 minutach dotarliśmy do naszych bagaży. Czekało nas jeszcze prześwietlenie walizek i “przycisk”. Przy wjeździe do Meksyku po prześwietleniu bagaży trzeba nacisnąć guzik. Jeśli zapali się zielone światło można iść. Czerwone oznacza szczegółowe sprawdzanie bagażu. Mi wyszło zielone, a Magdzi w sumie też, bo trochę oszukała system
Wcisnęła guzik jak moje zielone światło jeszcze nie zgasło
)) Po wyjściu z terminalu kupiliśmy bilet na taksówkę i pojechaliśmy prosto o hotelu.
Hotel Principal, który wybraliśmy, znaduje się bardzo blisko centrum historycznego, które wygląda bardzo ładnie.
Recepcjonista w hotelu wiedział o naszej rezerwacji i dał nam klucz do pokoju. Weszliśmy i okazało się, że jest to pokój z łazienką, a my chcieliśmy bez, bo jest o ponad połowę tańszy. Zszedłem więc do recepcji i spytałem ile kosztuje. Powiedział, że 290 pesos za noc. Na co ja mu powiedziałem, że go nie chcemy i chcemy pokój bez łazienki za 120 pesos. Dał nam klucz i pojechaliśmy na 4. piętro. Od razu było widać różnicę w standardzie. Pokój była malutki i bez internetu, więc znów poszedłem na dół i spytałem czy nie ma takiego z internetem. Dał nam kolejny klucz, ale ten pokój był bez TV… Poszedłem znowu na dół i powiedziałem mu że zostaniemy w tym z TV, ale bez Internetu, bo sygnał można było złapać na korytarzu. Na co on mi powiedział, że może nam dać pokój z łazienką, TV i Internetem za 200 pesos. Od razu się zgodziliśmy. Pokój mamy bardzo ładny i ma wszystko co nam potrzeba
Trochę się nachodziliśmy w górę i dół hotelu, ale było warto ![]()
Wieczorem poszliśmy wymienić pieniądze i zjeść coś. Poszliśmy do pobliskiej restauracji, gdzie wzięliśmy menu del dia (zupa, ryż z serem oraz kurczak w sosie tamarydnowym dla mnie a Magda enchiladas de mole), które było bardzo dobre.
Potem poszliśmy kupić wodę i przez przypadek trafiliśmy na super ekstra wyśmienitą piekarnio-cukiernię. To jest największa i najlepsza cukiernia jaką widzieliśmy! Piękne pomieszczenie, półki wypełnione przepysznymi bułkami, pączkami, ciastkami, tortami na wszelkie okazje! Po prostu raj łasucha. Kupiliśmy sobie kilka słodkości
Były oczywiście pyszne.
Wieczorem zmęczenie nas dopadło i o 21 już spaliśmy.