Feria de Chapultepec, 18.09

Dzisiaj pojechaliśmy do wesołego miasteczka:) Rano jak zwykle poszlismy na kawę, a potem złapalismy metro do Chapultepec. Dobrze, ze nie zrywaliśmy się wcześnie z łóżka – w internecie było napisane, że miasteczko otwiera się o 10.00, na miejscu okazało sie jednak, że wejsc mozna dopiero o 11.00. Musielismy poczekać jakieś 15 minut. Kupiliśmy bilet “platinum”, bo uprawnia on do najwiekszej liczby przejażdżek. Przeliczyliśmy wszystko i stwierdziliśmy, że 150 pesos to dobra cena, jeśli chce się skorzystać z najlepszych atrakcji w parku.
Zaczęliśmy spokojnie – poszlismy do “kina”;) Wiedzielismy, że nam się spodoba, bo kiedyś byliśmy juz w podobnym miejscu w Singapurze. Zapięliśmy pasy i wybraliśmy się na koszmarną, wirtualną przejażdżkę:} Nastepnym punktem programu byl “Raton loco” – bylo straaasznie! Jezdziliśmy wagonikami, które zakręcały, jak szalone, wyglądało to tak, jakbysmy zaraz mieli wypaść z torów:) Na końcu wszystko zaczęło się jeszcze kręcic i zupełnie nie wiedzieliśmy, co sie dzieje. Suuuper:) Bylismy pełni adrenliny, więc szybko pobiegliśmy na “Cascabel”…to było coś strasznego! Gigantyczna pętla – najpierw kolejka pruła do przodu, zrobiismy pętlę (otworzyłam oczy na chwilę, ale szybko je znowu zamknelam;)), potem kolejka się cofnęła i zrobiliśmy kolejną pętlę. Myslałam, ze to już koniec tego wariactwa, ale nie! Popędziliśmy jeszcze do tyłu i na chwilę zawisnęlismy w powietrzu…brrr! Strasznie nas ta przejażdżka zmęczyła. Postanowilismy odpocząć na kartodromie – słowo daję, chyba trafił mi się felerny samochód. Mogłam jedynie jechac do tyłu:} Wszyscy na mnie wpadali, ja sama też obijałam się o bandę. Wkurzyłam się i wysiadlam z samochodu, żeby wybrac inny. W tej samej chwili strażniczka zaczęła na mnie wrzeszczeć, ze mam wsiadac z powrotem i blablabla;) Jakoś przetrwałam te kolejne kilka minut:}. Dla uspokojenia nerwów poszliśmy do labiryntu luster (udało nam się dosyć szybko wydostać:)). Potem była “Montana rusa” – najwieksza atrakcja i symbol Feria de Chapultepec – szalony, 40-letni rollercoaster, cały z drewna:D To dopiero była super przejażdżka:). Odpoczęlismy po niej w “Julio Verne”, gdzie z gromadką dzieci oglądaliśmy film o dinozaurach;). Nastepnie wskoczyliśmy na wielki, falujący i kręcący się w kółko parasol – kręcił się tak szybko, że ledwo dawałam radę trzymać się barierki:) Heeeh….Żeby nie obniżyc za bardzo poziomu adrenaliny, poszliśmy znowu na “Raton loco” (jak usiedliśmy w wagoniku, zaczęłam się zastanawiac, co ja tu właściwie robię kolejny raz;)). Było tak samo strasznie! :D . Na koniec spłynęliśmy w “Troncos” – dobrze, że była ładna pogoda, bo po tej przejażdżce byliśmy cali mokrzy :}. Nie mielismy przy sobie zegrka, ale wiedzieliśmy, że spędziliśmy w miasteczku mnóstwo czasu. Na stacji metra okazało się, że było juz po 15.00. Dojechaliśmy do centrum. Pospacerowaliśmy jeszcze po parku Alameda i w jednym ze stoisk z jedzeniem zamówilismy sobie pyszne pambazos (ogromne, nasączone salsą i zrumienione bułki z farszem z ziemniaków i mięsa, z sałatą, śmietaną i serem) i quesadillas (tortille z pysznym, ciągnącym sie serem z Oaxaci (quesillo); jako farsz wybraliśmy kurczaka). W pełni usatysfakcjonowani pyszną kolacją wróciliśmy do hotelu. Jutro znowu jedziemy do Chapultepec, tym razem wybieramy się do zoo:).

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.